GRĄDY
W XIX wieku, kiedy na naszych terenach grasowała zaraza cholery szukano ratunku u Boga. Mieszkańcy Kiełpin udali się pieszo do Boleszyna. I odtąd, w duchu wdzięczności za wysłuchanie modlitw, pielgrzymują tam każdego roku. Mieszkańcy Grądów, natomiast, przed swą wioską, po obu stronach drogi z Kiełpin, postawili dwie figury. I zaraza do wsi nie dotarła. Po figurach tych nie ma dziś śladu, chyba, że kamień z wyrytą dłonią leżący, podobno, nad jeziorem. Bliżej wioski, po prawej stronie wspomnianej drogi stał drewniany krzyż. I po nim nie ma dziś śladu. Pośrodku, między nieistniejącymi już kapliczkami a krzyżem postawiono obecną, murowaną kapliczkę z figurą Matki Boskiej. Dokonano tego prawdopodobnie wkrótce po postawieniu drewnianych, nazwijmy je "antycholerycznych", kapliczek. Cegła na jej budowę pochodzi z cegielni w Grądach. Jej właścicielem był - Dąbrowski, który przekazał pierwszą wypaloną przez siebie cegłę na zbożny cel. Nadeszła jednak noc okupacji hitlerowskiej. Okupant nakazał rozebrać znaki wiary katolickiej. I tu, w Grądach, też trzeba było tego dokonać. Figurę Matki Bożej wraz z innymi przechowywał w swoim domu Anastazy Depczyński, a kapliczkę częściowo rozebrano. Pozostał fundament, na którym po wojnie wszystko odbudowano. Prace murarskie wykonali Feliks Wiergowski i Franciszek Labicki. Figurki wróciły na swe miejsce. Po ukończeniu prac renowacyjnych figura została w 1946 roku poświęcona przez Ks. Prob. Alfonsa Tisslera z Lidzbarka, który sprawował nad parafią Kiełpiny pieczę duszpasterską. Odtąd mieszkańcy Grądów opiekują się swym miejscem świętym. Przez okres czterech lat (1945-49) pieczę tę sprawuje przysłany z Warszawy, przez siostrę zakonną, siostrę Anastazego Depczyńskiego - Ludwikę - Niemiec Stanisław Numryk znany też jako "Wołga". Zginął on koło Elbląga, podobnież w Gronowie, rozpoznany przez żołnierzy wojsk przeciwnika. Dziś przydałoby się trochę więcej troski o tak zacną budowlę. Może brak jej dlatego, że obecnie mieszkańcy Grądów na modlitwę w maju i październiku gromadzą się przy krzyżu w środku wioski. Nie istnieje już zwyczaj przodków, którzy to nawoływali się do modlitwy przy figurze dzwoniąc dzwonkiem od krzyża aż do figury - "od żelaznej do ceglanej". Jak kiedyś Maryja obroniła od zarazy tak dziś niech wyprasza dla zmarłych zbawienie a tych, którzy Jej ufają i pod Jej ubiegają się obroną niech strzeże od fali zła, która przelewa się w świecie.

GRĄDY

Na przełomie XIX i XX wieku w Grądach osiedliła się, przybyła ze wschodnich rubieży Polski, rodzina Aleksandrowiczów. Tu zamieszkali ziemie stanowiące obecnie własność rodziny Depczyńskiej Małgorzaty. Zastali jednak puste pole. Zaczęli więc budować potrzebne budynki. Kiedy przygotowywali materiał do późniejszej budowy, do dołu z "gaszonym" wapnem wpadł ich synek. Zanim gospodarze zorientowali się i pośpieszyli z pomocą okazało się, że ta nadeszła zbyt późno. Dziecka nie udało się uratować. Wówczas to na swojej posesji postawili krzyż. Co było motywem ich działania? - czyżby ekspiacja? - raczej chcieli zapewnić sobie łaskawą opiekę Bożą w nowym miejscu zamieszkania i pracy. Krzyż ten został wstawiony w wielki kamień i tak jest do dzisiaj. Zmienił on swoje miejsce - o kilka metrów - po uprzednim podkopaniu i przygotowaniu nowego miejsca. Nowy gospodarz - Alojzy Depczyński - zaprzęgiem konnym przesunął głaz z krzyżem bliżej drogi, aby nie zasłaniały go drzewa w sadzie. Krzyż od postawienia jest stale ten sam, tylko w czasie okupacji musiały zostać odkręcone poziome ramię i pasyjka. Obecnie tu, przy tym krzyżu spotykają się mieszkańcy wioski na swoje nabożeństwa w maju i październiku.